List po części stworzony na podstawie pewnego spotkania. Całość inspirowana piosenkami Pury "Hello" i " Sangatsu Itsuka" i moim dziwnym nastrojem, który podczas pisania uległ polepszeniu dlatego Hapy End, choć zaczęłam pisać z wizją śmierci.
Dedykacja... Dla Grey, żeby się odwdzięczyć za małe coś, co poprawiło mi humor. Sorry stara, wiem, że wyszło mi to strasznie pedalsko... ;< i wczytaj się w list Ryutaro, to będziesz znała moją inspirację dokładnie i wtedy już nie będę musiała tłumaczyć Ci wielu rzeczy.
enjoy.
Tada
negatteta, urei ga kieteiku you ni
Kouka wa nai kedo
Nyuuin shitai, tsuki no byouin
Ashita niwa mou, kaketeiku kara
Kouka wa nai kedo
Nyuuin shitai, tsuki no byouin
Ashita niwa mou, kaketeiku kara
Wiesz dlaczego nienawidzę siebie?
Bo jestem słaby. Tak, jestem słaby i przez to często popełniam
błędy. Bo ulegam swoim pragnieniom. Są to błędy, za które płacę
zbyt wysoką cenę. Błędy, przez które cierpię bardziej, niż
przed ich popełnieniem.
Tak samo było też w tym przypadku.
Cierpiałem, a moim błędem było to, że do Ciebie zadzwoniłem i
poprosiłem o spotkanie. A Ty... Ty się zgodziłeś, mimo że nie
widzieliśmy się dość długo. Jaki był mój motyw? Powiedziałem
Ci, że po prostu się za Tobą stęskniłem. Kłamałem. Tak
naprawdę chodziło o coś bardziej znaczącego. Chodziło o to, że
mimo iż spotykaliśmy się dość rzadko, a rozmawialiśmy też
nieczęściej, to nasza przyjaźń trzymała się lepiej, niż
niejedna przyjaźń wypełniona imprezami, wypadami na piwo,
rozmowami czy ogólnie wspólnym życiem. To była niezwykła
przyjaźń, gdyż do szczęścia potrzebowaliśmy niewiele. Nie
musieliśmy nawet rozmawiać. Wystarczyło, że siadaliśmy wtuleni w
siebie na ławce w parku, albo przy torach.
I wtedy świat stawał się
lepszy...chociaż nie,świat wtedy przestawał istnieć. I to aż
dziwne, ale mimo iż w ogóle mnie nie pociągałeś pod względem
fizycznym, ani nie darzyłem Cię TYM konkretnym rodzajem miłości,
to było mi wtedy cholernie dobrze. Skąd wiem, że to były jedyne
takie momenty? Bo tylko wtedy, gdy byłem wtulony w Ciebie i czułem
Twoje ciepło, marzyłem żeby czas się zatrzymał i już nigdy nie
ruszał z miejsca. Bo tylko wtedy tak naprawdę czułem się wolny i
bezpieczny.
I właśnie po to wtedy do Ciebie
zadzwoniłem. Bo cały świat mnie zaczął przerastać, samotność
zabijać coraz wolniej i boleśniej, a ja sam znowu potrzebowałem
tego poczucia wolności i bezpieczeństwa. Wiem, to było cholernie
egoistyczne zagranie z mojej strony, za co przepraszam.
Mam nadzieję, że mi wybaczysz mój
egoizm i to, że wtedy kłamałem, mówiąc, że zależy mi na Tobie.
Nie myślałem wtedy o tym, ani przez chwilę nie pomyślałem ani o
Tobie, ani o Twoich potrzebach. Myślałem tylko o sobie i o swoim
bólu egzystencjalnym.
A teraz...teraz płacę za to bardzo
wysoką cenę. Okrutną cenę, która sprawia, że zaczynam wariować.
Bo czułość i bezpieczeństwo są
jak narkotyk. Jeśli raz spróbujesz, zaczynasz chcieć więcej, a
gdy znikąd nie możesz ich dostać, zaczynasz chcieć zasnąć...na
zawsze, byle tylko nie czuć wybrakowania i bólu.
Nie obwiniam Ciebie za nic, jednak
trzeba przyznać, że to Ty dałeś mi posmakować tych uczuć.
A teraz Cię nie ma i długo nie
będzie, bo jesteś zbyt zajęty nagrywaniem nowej płyty i
przygotowaniami do trasy. Dlatego już postanowiłem i wybrałem sen.
Bo to właśnie on jest jedynym długoterminowym lekarstwem.
Lekarstwem na moją samotność, która po spotkaniu z Tobą uderzyła
we mnie ze zdwojoną siłą. Lekarstwem na zbolałe serce, zmęczony
umysł i popierdolone myśli.
Teraz będę miał do Ciebie prośbę.
Zawsze o mnie pamiętaj, czasem mnie odwiedzaj i nigdy nie smuć się
z powodu decyzji, które podjąłem. A! I pamiętaj, że lubię
frezje. Dowidzenia.
Zostawiłem list na Twojej szafce
nocnej i cicho wyszedłem ciągnąc za sobą średniej wielkości
walizkę.
Kanashimi
mo sabishisa mo kieru kara
Ibasho nanka mou iranai
Kanashimi mo sabishisa mo kieru kara
Ibasho nanka mou iranai
Kanashimi mo sabishisa mo kieru kara
Boku
ga dashita tegami wa todoku kana?
~*~
-Sen, sen,sen... do cholery! Gdzie on
się podział?!
- Spokojnie Tadashi. Ryutaro napewno się znajdzie.
- Tak myślisz?! A powiedz mi co rozumiesz, przez sformułowanie "Dlatego już postanowiłem i wybrałem sen. Bo to właśnie on jest jedynym długoterminowym lekarstwem."
- SEN????! LEKARSTWO?! NO JASNE!
- Co jest niby jasne?
- Za dwa tygodnie trasa, Ryu olewa to totalnie i znika. To jest bardzo nieodpowiedzialne, a wręcz SZALONE.
- Czy Ty myślisz, że...
- Nie, nie umarł. Pojechał na leczenie.
- Akira, ale co to ma wspólnego ze snem?
- Jest taki ośrodek, dla osób, które delikatnie mówiąc postradały zmysły, który nazywa się SEN!
- Dobra! Wiesz Gdzie to jest? Muszę się z nim zobaczyć! KONIECZNIE.
- Dlaczego?
- Ponieważ go kocham.- powiedziałem bawiąc się frezją, którą Ryutaro zostawił wraz z listem.- kocham i on musi się o tym dowiedzieć. Muszę mu powiedzieć.
- Nie musisz.
- Jak to?-spytałęm zdziwiony Akirę.
- On już to wie.-odpowiedział mężczyzna, patrząc się w przestrzeń za moimi plecami, gdzie znajdowały się drzwi. Odwróciłem się i zobaczyłem stojącego w nich Arimurę ze łzami w oczach. Nie wiedziałem co zrobić więc po prostu podszedłem i mocno go przytuliłem. Wtulił się we mnie jak zagubione dziecko.-Już dobrze-powiedziałem chowając twarz w jego włosach. W międzyczasie Akira wyszedł więc mogłem już swobodnie porozmawiać z Ryutaro. Usiedliśmy na kanapie w salonie i zacząłem zadawać mu pytania - Dlaczego wróciłeś?
- Wróciłem, ponieważ stwierdziłem, że tylko niewykonanie podjętej przeze mnie decyzji może mnie wyleczyć.- odpowiedział delikatnie uśmiechając się przez łzy.
- I co? Udało się?
- To była najlepsza decyzja w moim życiu Dashi. Dzięki niej zyskałem to, czego mi najbardziej brakowało.
- To znaczy?
- Miłość i ciepło, ale tak na stałe. I to co tam pisałem o tym konkretnym rodzaju miłości...kłamałem.
- To proszę, nie kłam już więcej.
- Dobrze. I teraz mogę powiedzieć szczerze. Tadashi, kocham Cię.- powiedział patrząc mi w oczy. Nie wiedziałem jak mam zareagować na to wyznanie, więc po prostu ująłem jego drobną twarz w dłonie i delikatnie musnąłem jego usta swoimi. Odpowiedział mi tym samym. Następnie niewinne muskania przemieniły się w dłuższy, czuły pocałunek, który następnie zamienił się w namiętny taniec naszych warg i języków. Pragnąłem niezmiernie jego ciała. Chciałem czuć ciepło jego skóry. Stało się. Pierwsza warstwa ubrani poszła w kąt. Całowałem go milimetr po milimetrze. Czoło, policzki,nos, oczy, broda, usta. Szyja, barki, ramiona, klatka piersiowa, brzuch. Następnie znów usta. Przerwałem. Wstałem, zaniosłem go do sypialni i rzuciłem na swoje ogromne łóżko. Później były już tylko nagość, przyśpieszone oddechy, czułość, namiętność, miłość,oddanie,a w końcu upragnione spełnienie i szczęście. Ryutaro leżał wtulony we mnie i cierpliwie czekał, aż jego oddech się ustabilizuje.- Tylko nigdy mnie nie zostawiaj-wyszeptał.- Obiecuję, ale ty też już nigdy nie uciekaj.- powiedziałem całując go w czoło i mocniej przytulając do siebie. Zasnęliśmy wtuleni w siebie. Pełni miłości i nadziei na lepszą przyszłość. Wspólną przyszłość. Miłość jest jak narkotyk, jeśli raz jej spróbujesz, nigdy nie będziesz chciał przestać jej kosztować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz