ehh.. boli mnie ząb. tak bardzo mi źle. miało to wyglądać inaczej.
ale wygląda tak. wiem, nie umiem pisać. :<
wyszłam z wprawy.
dedyk dla mojej synowej, co to zaproponowała mi porobienie czegoś, żeby oderwać się od bólu.
- Kyo, adwokat Daia do Ciebie- mruknął Shinya nachylając się nade mną
- Adwokat? - zapytałem, leniwie przecierając oczy
- No tak. Mówi, że ma dla Ciebie coś bardzo ważnego.
- To Dai nie mógł mi sam tego dać?
- Jak? Przecież on jest w Tokyo, a my w Sapporo? Kyo czy ty czasem myślisz?- Shin zaśmiał się i potargał mi włosy. Bardzo tego nie lubiłem, jednak nie umiałem się na niego gniewać. - Dobra, niech zostawi to i spada. Nie mam teraz czasu...aaaaa! Kaoru nas zajebie! Za dziesięć minut zaczyna nam się próba przed dzisiejszym koncertem.
Pośpiech. Spóźnienie. Kłótnia. Próba. Tak właśnie przebiegła mi reszta najgorszego dnia w moim życiu.
Następnie koncert. Duży koncert. Sapporo, to jest coś. Początek. Jest dobrze. Przerwa w środku...
I masakra. Mój koszmar się zaczyna. Telefon od Hizumiego, że ten znalazł Daia martwego... ZARAZ KURWA CO?! MÓJ DAISUKE. MOJE POPIERDOLONE DZIECKO.... ŻE KURWA CZEGO NIE ROBI?! Nie, ja tego nie rozumiem. Słowa docierają do mnie niewyraźnie. Mam Ciemno przed oczami. Nie ogarniam. Nagle przypomina mi się o liście. Patrzę na Shinyę. Trzyma kartkę w ręku. Czyta i płacze. Podbiegam. Wyrywam mu ją z ręki. Sam zasczynam czytać. I czuję ból, który zaczyna rozprzestrzeniać się po moim Ciele z prędkością Shinkansenu. List był pisany wczoraj. Ale jak to....
"Tokyo, 14.07.2010r
Pamiętasz? Tak jakoś się złożyło, że się zaprzyjaźniliśmy.
Pomogłeś mi wyjść z depresji. Dałeś nowego ducha. Nowe życie. Pokazałeś nową
drogę w życiu. Obudziłeś nadzieję. Sprawiłeś, że stałem się szczęśliwszym
człowiekiem. Dzięki Tobie założyłem własny zespół. Najpierw Kagerou. Teraz the studs
i Daisuke to kuro no injatachi. (WIESZ! ZA DWA TYGODNIE WYDAJĘ NOWĄ PŁYTĘ.) A później ja przez własną głupotę to wszystko
zmarnowałem. Bo wiedziałem, że mi nie wolno, a mimo wszystko to zrobiłem.
Zakochałem się w Tobie, mimo że już w momencie naszego poznania, Ty byłeś z
perkusistą swojego zespołu.
Teraz już sobie nie radzę. To zbyt boli, ale przecież nie
powiem Ci tego w twarz, bo wtedy zniszczę całą naszą znajomość. W pewien sposób
Cie unieszczęśliwię. Unieszczęśliwię Was obu. I po co tu komu trzy ofiary,
skoro może być tylko jedna? Nie powiem Ci, ponieważ za bardzo Cię kocham Kyo. I
za bardzo polubiłem Shinyę. Obaj tworzycie idealną parę. Związek, o którym ja mogę pomarzyć. Bo nie
chcę nikogo poza Tobą, a Ciebie mieć nie mogę. Ba! Mimo marzeń, w tym momencie
nawet nie chcę. Bo Wiem, że chucherko od garów załamało by się totalnie…
Przecież wiesz. Mieliśmy tego najlepszy dowód jakieś dwa miesiące temu, jak się
pokłóciliście. On tak kurewsko Cię kocha. I to mnie cieszy. To mi wystarczy. Bo
mogę być spokojny. Że zostawię Cie w Dobrych rękach. Że jak już zniknę, On zajmie się Tobą należycie. Bo widzę, że przy nim zaznajesz choć
odrobinkę szczęścia. Bo Cię kocham i
chcę dla Ciebie jak najlepiej. Chcę jedynie twojego szczęścia. Pragnienie
Twojego dobra przewyższyła zwyczajny ludzki egoizm. Sprawiła, że nie chcę Cię
mieć. Chcę żebyś był. I Żył jak najszczęśliwiej. A widzę, że w końcu życie ułożyło Ci się
perfekcyjnie.
Dlatego chciałbym się pożegnać. Ponieważ chcę zniknąć. Chcę nic nie czuć. Bo
im większą miłość czuję, tym większy ból rozrywa moje serce.
Dlatego żegnaj.
p.s.
Pamiętaj, że kocham.
Jak Shin się nie wywiąże, to zrobię mu niezłe Paranormal Activity.
Pamiętaj, że kocham.
Jak Shin się nie wywiąże, to zrobię mu niezłe Paranormal Activity.
Daisuke."
KURWA NIE OGARNIAM! CO TU SIĘ DZIEJE. KURWA, OCHIDA! WYŁAŹ! ZNOWU SOBIE ZE MNIE JAJA ROBISZ. ALE PAMIĘTAJ, ŻE JAK CIE JUŻ DORWĘ TO RUSKI MIESIĄC POPAMIĘTASZ. BO MNIE SIĘ TAK NIE STRASZY! - czuję jak Shin z Kaoru próbują mnie uspokoić, ale nie dają rady. Do pomocy więc przychodzą Die o Tocchi. I we czterech ledwo dają radę mnie usadzić. Wiadro zimnej wody postawiło mnie nieco na nogi. Jednak wiem jedno. Nie dam rady dokończyć tego jebanego koncertu. Mogę zagrać jedną piosenkę. Więcej nie dam rady. Mogę zagrać tylko Mushi.
Moje serce się zamyka, rozpadnie się na części.
Dzień za dniem duszę w sobie łzy, śmiejąc się.
Moje serce kazało mi w to wierzyć.
Zabiło mnie moje serce.
Dzień za dniem duszę w sobie łzy, śmiejąc się.
Moje serce kazało mi w to wierzyć.
Zabiło mnie moje serce.