piątek, 7 października 2011

Happy B-Day Key, I Love You!

 Happy B-Day Key, I Love You!
~~Z pozdrowieniami dla (Magdy) Grey, (Agi) Ryiunke i Pauliny...a! no i jeszcze dla Patrycji, dzięki której Shineeholic zaczęłą przygodę z K-POP'em.~~

Deszczowy, wrześniowy wieczór. Dochodzi północ. Siedzę w swoim nowym, pustym mieszkaniu. Sam na sam z wypełnioną już tylko do połowy butelką Soju. Już tylko kilka minut. Za kilka minut będę miał dwadzieścia lat. Nienawidzę tego! Nienawidzę święta, zwanego urodzinami. Z czego się tutaj cieszyć?! Że człowiek jest o rok starszy? O rok bliżej do śmierci. O rok dłużej cierpi. Tak. Cierpię. Cierpię z powodu miłości. Niespełnionej. Takiej co to nigdy nie powinna mieć miejsca. Z rozmyślań o moim beznadziejnym położeniu życiowym wyrywa mnie dźwięk dzwonka. Trzy krótkie, przerywane sygnały. Teraz pukanie do drzwi. Idąc w ich stronę słyszę jak w końcu wybija północ. Otwieram je. Widok osoby stojącej po drugiej stronie sprawia, że zaczynam się słaniać na nogach. Jest w okropnym stanie. Jest bosy. W poszarpanych spodniach. Cały przemoknięty. Dookoła ręki ma zawinięty, zakrwawiony bandaż. Pachnie papierosami, tanią wódką i….mną. Dlaczego on do cholery pachnie mną?! Ach. No tak. Ostatnio zostawiłem u niego bluzę i teraz ma ją na sobie. Płacze. W jego oczach widzę ból. Cholerny ból. Tępy i przenikliwy. Nie mogę znieść tego widoku. Wpuszczając go do środka czuję jak po moich policzkach zaczynają spływać słone krople. Chcę go przytulić. Obronić przed całym złem planety zwanej Ziemią. Czemu nie użyję określenia Świat? Bo na Świat składa się coś więcej niż tylko rzeczy czy osoby materialne. Dusza. Uczucia. Emocje. On jest moim całym, jebanym Światem. Do którego w zasadzie nie mam wstępu. Ale tylko dla niego żyję. Dla niego pamiętam, żeby oddychać. Prowadzę go do salonu. Sadzam na kanapie. Błagam, żeby się uspokoił. Kiedy mija jeden z ataków szlochu zostawiam go samego. Tylko na chwilę, żeby zaparzyć herbatę. Po kilku minutach wracam do salonu z dwoma parującymi kubkami. Stawiam je na stoliku. Patrzę na niego. Siedzi na podłodze oparty o kanapę. Obejmując kolana ramionami usilnie stara się je wgnieść w swoją klatkę piersiową. Znowu szlocha dławiąc się łzami. Siadam obok niego. Obejmuję go. On wtula się w moją szyję łapczywie wdychając mój zapach. Robię to samo zatapiając twarz w jego włosach. Zaczynam go głaskać po plecach. Uspokaja się. W końcu możemy porozmawiać. Chociaż w zasadzie słowa są zbędne. Wiem dokładnie co mu dolega. Mimo słusznych przypuszczeń pytam go „Co się stało?!”.
Kiedy z jego cudownych ust padają pierwsze słowa już wiem, że miałem rację. Ta głupia dziwka go zostawiła. Jednak nie… Myliłem się. To on ją zostawił?! „Ale dlaczego”!? Pytam ze zdziwieniem. Jego odpowiedź całkowicie mnie szokuje. „Bo kurwa, zajebiście Cię kocham. Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin Key” Czuję radość. Ciepło. Chwila! Jego usta na moich. Jego przyśpieszony, ciepły oddech na mojej twarzy. To tylko sen. Nie! To AŻ spełniony sen. Spełnione marzenie. Chwila na którą czekałem od ponad trzech lat. Odwzajemniam pocałunek. Teraz on jest tylko mój. Mój Jonghyun ! Głupek nawet nie wie jak kurewsko go kocham. Moja Miłość pogłębia pocałunek i przesuwa dłonią wzdłuż mojego brzucha, aż do rozporka. Rozpina go i powoli, bardzo powoli sprawia, że staję się nagi. Nie jestem mu dłużny. Odwzajemniam się tym samym. Czuję bijące od niego ciepło. Jego usta na mojej szyi schodzące coraz niżej po przez obojczyk i mostek aż do pępka. Czuję nieopisaną ekscytację. Przerywam serię delikatnych pocałunków, które Jong składa mi wzdłuż kości policzkowych. Wstaję. Wyciągam do niego rękę. On ją chwyta i posłusznie idzie za mną. Po chwili znajdujemy się już w mojej sypialni. Obaj łagodnie opadamy na łóżko, które lekko ugina się pod ciężarem naszych rozgrzanych ciał. Dotykam. Całuję. Pieszczę. Przygryzam Płatek ucha. Teraz on dotyka. Całuje. Pieści. Dwa rozgrzane ciała przepełnione na wyrost nieposkromioną miłością, namiętnością i radością. On jest ze mną. Na mnie. We mnie. Wydaję z siebie cichy pomruk zadowolenia. Jedyne słowo jakie potrafię wypowiedzieć w tym momencie. Jong. Jong. Jong. Jo…..ng. Jong porusza się we mnie na przemian szybko, gwałtownie i powoli z czułością. Kocham Go! Chcę, żeby był zawsze przy mnie. We mnie. Ze mną. Tylko mój. Nasze języki znów zaczynają dziki taniec namiętności. Uczucie spełnienia wypełnia nas co raz bardziej, aż w końcu nasza namiętna miłość osiąga apogeum. Z ust Jong’a padają dwa słowa „Kocham Cię”. Leżę w jego ramionach. To najlepsze urodziny w moim życiu. Jutro trzeba przygotować imprezę. Dobranoc. Zasypiam wtulony w Jonghyun’a, z uśmiechem na ustach. Jestem najszczęśliwszym dwudziestolatkiem na Ziemi!